Hello Kochani :) Jak minął weekend i bezlitosny poniedziałek? Ja nie mogę narzekać moja druga połówka miała wolne tak więc spędziliśmy przemiły dzień razem w domq. Nie wiem jak u Was, ale u mnie nareszcie się ociepliło, śnieg powoli topnieje. W związku z tym dzwoniłam zamówić panów od internetu i podobno pod koniec tygodnia mają się zjawić JUPIIII:)
Dzisiaj przynoszę Wam coś już nie tak nowego, czyli lakier firmy ESSENCE z zimowej kolekcji. Niestety a może i dobrze nie udało mi się kupić rozświetlacza z tej serii. W tym tygodniu postaram się nawiedzić Naturę i zobaczyć czy coś nowego przybyło :)
Lakier o którym zaraz Wam opowiem kupiłam już jakieś dwa tygodnie temu. Nie miałam okazji jeszcze nim malować, próbowałam, ale niestety moja płytka była zbyt nie równa i nic ładnego z tego nie wyszło. Także póki co lakier miałam dwa razy na pazurkach:)
Mój kolorek to 05 FROSTED CHAMPAIGN, jest to zimowa biel z drobinkami złota. W buteleczce możemy dostrzec masę maleńkich złotych drobinek.
W buteleczce kolor mnie zachwycił, skojarzył mi się z migającym na mrozie śniegiem ;) Niestety na pazurkach nie wygląda tak olśniewająco jak w buteleczce. Po nałożeniu kolorku uzyskujemy biały a może ecru z lekko widocznymi drobinkami. Drobinki są dużo lepiej widoczne na słoneczku.
Konsystencja jest jak najbardziej na TAK(póki co, bo niestety lakiery essence nie mogą pochwalić się długą żywotnością w buteleczce). Lakier nie smuży i nie robi zacieków. Bardzo szybko schnie na pazurkach. Ja kładę dwie warstwy, ale i tak końcówki pazurków są lekko widoczne, więc jak chcecie mieć pełne krycie radzę nakładać trzy. Jeśli chodzi o trwałość lakieru, to jest przecięta. Po dwóch/trzech dniach (niestety) końcówki zaczynają się wycierać.
Jeśli chodzi o pędzelek, to najprawdopodobniej miałam pecha i w moim odstają włoski. Co jest bardzo irytujące, muszę je odciąć:( Za wyjątkiem tego pędzelek jest miły w obsłudze, ponieważ jest plaski i nie za długi.
Nie jest to może mój ulubieniec, ale na zimowe dni kolorek mi odpowiada. Kolor sprawia, że paznokcie wydają się być zdrowsze i dłuższe;)
Podsumowując:
* lakier średnio kryjący, szybko schnący
* odcień ecru z shimerem
* fajna konsystencja
* edycja limitowana
Cena : 7,99 PLN w drogerii Natura
Kochani a czy Wy skusiłyście się na coś z tej kolekcji, Jak się spisują ?
XOXO
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 lutego 2012
wtorek, 14 lutego 2012
Walentynki z Pazurem
Walentynki :) Jak Wam mijają? Miłość kwitnie:) Szkoda, że ten dzień nie jest w lecie. Można by było iść na spacerek lub na piknik a tak brrr zimno. Szczytem uczuć jest wyjście do kina w moim mieście hehe Już tłumaczę dlaczego. W moim miasteczku jest małe, stare kino. Wieki już w nim nie byłam bo niestety wolę jechać do czegoś większego. Mój kolega chce wziąć dziewczynę dzisiaj do naszego kina. Kilka dni temu wybrał się, żeby zakupić wcześniej bilety na List do M. Obawiał się, że mogą zostać wykupione;) Co się okazało nie mógł ich kupić, ponieważ jako jedyny zgłosił się po nie tak więc nie wiadomo czy film zostanie wyświetlony bo musi być co najmniej 5 osób na sali. Jakby tego było mało pani powiedziała, że nawet jeśliby chciała mu sprzedać bilety to nie ma gotówki żeby mu wydać. Dodała też, że jeśli wyświetlą film to radzi mu się ciepło ubrać i wziąć ciepłą herbatę ze sobą bo sala nie jest ogrzewana a mrozy mają być ciężkie. No po prostu git majonez hehe W sumie jest coś romantycznego w tym:) Kolega bierze termosik, kanapki i kocyk. W taki sposób będą oglądać film:) To są walentynki w ekstremalnych warunkach;))
Dzisiaj post mało walentynkowy, ale wystarczy tych uczuć ;)
Uwielbiam mieć pomalowane paznokcie, ale denerwuje mnie kiedy po dniu lakier zaczyna mi odpryskiwać albo po zmazaniu go moja płytka przypomina płytkę zombi. Jak możemy sobie z tym radzić. Oczywiście możemy polować na drogie, dobrej jakości lakiery, choć też nie spodziewałabym się cudów, lub zacząć używać topów i baz pod lakiery.
Na rynku kosmetycznym jest ich masa. Każda firma w swojej kolekcji posiada co najmniej jednego topa i jedną bazę. Na każdej jest napisane to samo ble ble ble zdziała cuda. Niestety nie jest tak kolorowo.
Są lepsze i gorsze podukty. Ja już sporo ich przetestowałam. Oto moja kolekcja.
Teraz zapoznam Was bliżej z nią i postaram się doradzić te najlepsze:)
1) INGLOT Nail Whitener stosowany przeze mnie jako baza pod lakier
Nie jest to typowa baza pod lakier, ale idealnie się sprawdza. Przedłuża żywotność lakieru o kilka dni. Nie powoduje, że lakier wierzchni gorzej się nakłada. Schnie dość szybko około minuty. Lakier ten podobno sprzyja płytce ponieważ posiada w swoim składzie olejek z wiesiołka i ekstrakt z zielonej herbaty. Niestety musimy uważać z ilością jaką położymy pod lakier nawierzchni. Jeśli warstwa będzie za gruba lakier nawierzchni będzie długo schnął i łatwo może zostać poturbowany. Inglot NIE nadaje się jako top. Posiada lekki pigment co zmieni kolor lakieru nawierzchniowego.
Moja ocena jako bazy: 4/6
Cena: 12PLN
2) Sally Hansen Diamond shine - base and top coat
Produkt znanej i szanowanej firmy. Producent twierdzi, że nadaje się zarówno jako baza jak i top. Ma za zadanie przedłużyć żywotność lakieru, zabezpieczyć płytkę przed przefarbowaniem,nadać błysk i wzmocnić paznokcie.
Moim zdaniem jest to produkt nic nie warty. Miał polepszyć kondycje paznokci, zadbać o nie a tak naprawdę nie robi nic. Ok spełnia się jako baza chroniąca przed zafarbowaniem płytki. Nie przedłuża żywotności lakieru. Lakier odpryskuje jakby Diamon Shine w ogóle nie był nałożony. Co do błysku nie ma różnicy pomiędzy nim a każdym innym bezbarwnym lakierem. Lakier długo schnie, przez to kolor położony na niego schnie jeszcze dłużej. Niestety nie polecam, szkoda pieniędzy.
Ocena : 2 / 6
Cena: 20PLN
3) REVLON Multi Care Base + Top Coat
Niestety kolejny mały niewypał. Produkt jest ok, ale bez szału. Faktycznie tak jak producent obiecuje położony pod ciemny kolor chroni płytkę. Niestety nie przedłuża żywotności lakieru. Wręcz przeciwnie lakier jeszcze szybciej odpryskuje. Bardzo długo wysycha jako baza, przez co przy nakładaniu lakieru powstają mazie. Jako top nie sprawia, że lakier matowieje ale nie dodaje blasku.
Moja ocena: 3/6
Cena : ok. 13PLN
4) Pierre Rene Natural anti-stration
Preparat ten jest stworzony dla osób ze słabymi paznokciami. Producent obiecuje, że zabezpieczy nasze paznokcie przed wyschnięciem. Paznokcie nabiorą siły, nie będą się łamały i rozdwajały. Preparat powinien stosowany być samotnie lub jako baza pod lakiery. Preparat ten przedłuża żywotność lakieru i chroni przed odbarwieniami. Niestety jeśli kładziemy go pod lakier preparat traci wszystkie właściwości. Na preparat bez problemu nakłada się warstwy kolorowego lakieru. Nie jest to coś niesamowitego, ale można go stosować samodzielnie więc mamy dwa w jednym. Nie stosujmy go jako top!!! Nie nadaje się. Niestety po czasie lakier gęstnieje w buteleczce.
Moja ocena: 3,5 / 6
Cena: ok. 10PLN
5) REVLON Quick Dry Base Coat
Mój mały ulubieniec. Przedłuża żywotność lakieru, dba o płytkę i co najlepsze wzmacnia paznokcie. Bardzo szybko schnie. Lakier, który nakładamy na niego idealnie się rozprowadza. Nie tworzą się smugi. Rewelacyjnie utwardza. Lakier nie wysycha w buteleczce. Nakładając tą bazę nie musimy nakładać top-a lakier i tak wytrzyma długo. Naprawdę polecam.
Moja ocena : 5,5 / 6
Cena: 21PLN
To by było na tyle. Jak widzicie wciąż nie znalazłam idealnego top-a. Nie wiem czy tak owy istnieje. Od czasu do czasu używam Nail Teka jako top, ale nie jest to to. Jeśli macie jakiegoś ulubionego top-a bardzo proszę o info w komentarzach.
Mam dla Was jeszcze coś. Jak wiecie moja przyjaciółka S. jest kosmetyczką. Ostatnio zdradziła mi mały sekret odnośnie malowania paznokci. Jeśli chcemy aby lakier trzymał się dłużej a końcówki nie ścierały się musimy zmienić sposób ich malowania. Mianowicie zaczynamy malowanie paznokcia od czubka. Malujemy pasek poziomy(taki jak biała część przy frenchu) następnie malujemy cały paznokieć i tak przy każdej warstwie. Dzięki temu pod lakier nie będzie dostawało się powietrze i lakier dłużej wytrzyma:)
VI ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
****Piżama jest wygodna, świetnie się w niej śpi i chodzi po domu ale to NIE jest powód do wychodzenia w sobotę na zakupy w niej!!! ****
XOXO
Dzisiaj post mało walentynkowy, ale wystarczy tych uczuć ;)
Uwielbiam mieć pomalowane paznokcie, ale denerwuje mnie kiedy po dniu lakier zaczyna mi odpryskiwać albo po zmazaniu go moja płytka przypomina płytkę zombi. Jak możemy sobie z tym radzić. Oczywiście możemy polować na drogie, dobrej jakości lakiery, choć też nie spodziewałabym się cudów, lub zacząć używać topów i baz pod lakiery.
Na rynku kosmetycznym jest ich masa. Każda firma w swojej kolekcji posiada co najmniej jednego topa i jedną bazę. Na każdej jest napisane to samo ble ble ble zdziała cuda. Niestety nie jest tak kolorowo.
Są lepsze i gorsze podukty. Ja już sporo ich przetestowałam. Oto moja kolekcja.
Teraz zapoznam Was bliżej z nią i postaram się doradzić te najlepsze:)
1) INGLOT Nail Whitener stosowany przeze mnie jako baza pod lakier
Nie jest to typowa baza pod lakier, ale idealnie się sprawdza. Przedłuża żywotność lakieru o kilka dni. Nie powoduje, że lakier wierzchni gorzej się nakłada. Schnie dość szybko około minuty. Lakier ten podobno sprzyja płytce ponieważ posiada w swoim składzie olejek z wiesiołka i ekstrakt z zielonej herbaty. Niestety musimy uważać z ilością jaką położymy pod lakier nawierzchni. Jeśli warstwa będzie za gruba lakier nawierzchni będzie długo schnął i łatwo może zostać poturbowany. Inglot NIE nadaje się jako top. Posiada lekki pigment co zmieni kolor lakieru nawierzchniowego.
Moja ocena jako bazy: 4/6
Cena: 12PLN
2) Sally Hansen Diamond shine - base and top coat
Produkt znanej i szanowanej firmy. Producent twierdzi, że nadaje się zarówno jako baza jak i top. Ma za zadanie przedłużyć żywotność lakieru, zabezpieczyć płytkę przed przefarbowaniem,nadać błysk i wzmocnić paznokcie.
Moim zdaniem jest to produkt nic nie warty. Miał polepszyć kondycje paznokci, zadbać o nie a tak naprawdę nie robi nic. Ok spełnia się jako baza chroniąca przed zafarbowaniem płytki. Nie przedłuża żywotności lakieru. Lakier odpryskuje jakby Diamon Shine w ogóle nie był nałożony. Co do błysku nie ma różnicy pomiędzy nim a każdym innym bezbarwnym lakierem. Lakier długo schnie, przez to kolor położony na niego schnie jeszcze dłużej. Niestety nie polecam, szkoda pieniędzy.
Ocena : 2 / 6
Cena: 20PLN
3) REVLON Multi Care Base + Top Coat
Niestety kolejny mały niewypał. Produkt jest ok, ale bez szału. Faktycznie tak jak producent obiecuje położony pod ciemny kolor chroni płytkę. Niestety nie przedłuża żywotności lakieru. Wręcz przeciwnie lakier jeszcze szybciej odpryskuje. Bardzo długo wysycha jako baza, przez co przy nakładaniu lakieru powstają mazie. Jako top nie sprawia, że lakier matowieje ale nie dodaje blasku.
Moja ocena: 3/6
Cena : ok. 13PLN
4) Pierre Rene Natural anti-stration
Preparat ten jest stworzony dla osób ze słabymi paznokciami. Producent obiecuje, że zabezpieczy nasze paznokcie przed wyschnięciem. Paznokcie nabiorą siły, nie będą się łamały i rozdwajały. Preparat powinien stosowany być samotnie lub jako baza pod lakiery. Preparat ten przedłuża żywotność lakieru i chroni przed odbarwieniami. Niestety jeśli kładziemy go pod lakier preparat traci wszystkie właściwości. Na preparat bez problemu nakłada się warstwy kolorowego lakieru. Nie jest to coś niesamowitego, ale można go stosować samodzielnie więc mamy dwa w jednym. Nie stosujmy go jako top!!! Nie nadaje się. Niestety po czasie lakier gęstnieje w buteleczce.
Moja ocena: 3,5 / 6
Cena: ok. 10PLN
5) REVLON Quick Dry Base Coat
Mój mały ulubieniec. Przedłuża żywotność lakieru, dba o płytkę i co najlepsze wzmacnia paznokcie. Bardzo szybko schnie. Lakier, który nakładamy na niego idealnie się rozprowadza. Nie tworzą się smugi. Rewelacyjnie utwardza. Lakier nie wysycha w buteleczce. Nakładając tą bazę nie musimy nakładać top-a lakier i tak wytrzyma długo. Naprawdę polecam.
Moja ocena : 5,5 / 6
Cena: 21PLN
To by było na tyle. Jak widzicie wciąż nie znalazłam idealnego top-a. Nie wiem czy tak owy istnieje. Od czasu do czasu używam Nail Teka jako top, ale nie jest to to. Jeśli macie jakiegoś ulubionego top-a bardzo proszę o info w komentarzach.
Mam dla Was jeszcze coś. Jak wiecie moja przyjaciółka S. jest kosmetyczką. Ostatnio zdradziła mi mały sekret odnośnie malowania paznokci. Jeśli chcemy aby lakier trzymał się dłużej a końcówki nie ścierały się musimy zmienić sposób ich malowania. Mianowicie zaczynamy malowanie paznokcia od czubka. Malujemy pasek poziomy(taki jak biała część przy frenchu) następnie malujemy cały paznokieć i tak przy każdej warstwie. Dzięki temu pod lakier nie będzie dostawało się powietrze i lakier dłużej wytrzyma:)
VI ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
****Piżama jest wygodna, świetnie się w niej śpi i chodzi po domu ale to NIE jest powód do wychodzenia w sobotę na zakupy w niej!!! ****
XOXO
czwartek, 9 lutego 2012
Zimowe Zmysły
Hello jak mija dzionek. Mnie szyjka boli coraz mniej także jest postęp :)) Dzisiejszy post jest zupełnie nie kosmetyczny:) Nie wiem jak Wy, ale ja w zimne wieczorki lub zaraz po obfitym obiadku uwielbiam gorącą herbatkę. Siadam wtedy na sofie, otulam się kocykiem i siorpię ;) Jest jeszcze lepiej gdy herbatka jest smakowa i delikatnie muska moje podniebienie hihi Niestety herbaty smakowe nie są najtańsze. Zdarzało się, że wydawałam mini majątek na smakowe zachcianki :)
Ok do puenty:) Jakiś czas temu namierzyłam u mojej kochanej przyszłej teściowej pyszne herbatki zzzz....Biedronki!!! Co jedna to lepsza a za jaką cenę wrr...już Wam wszystko piszę:)
Pierwsza herbatka właściwie dwie to herbata typu rooibos. Kiedyś kupowałam ten typ herbaty w Almie w Krk i dużo za nią płaciłam.
Herbatki z Biedronki smakują wspaniale i dużo mniej kosztują. Z pomarańczą i cynamonem przywołuje świąteczny klimat. Rozgrzewa i relaksuje:)
Ta z miodem i wanilią jest pyszna, ale dla mnie troszeczkę za mdła. Nie przepadam za wanilią, ale mojemu K. smakuje jak żadna inna:)
W każdym opakowaniu znajdziemy 20 oddzielnie zapakowanych saszetek. Z jednej saszetki niestety, ale zrobimy tylko jedna herbatkę hihi Co ciekawe firma Savanah jest odnogą znanej i lubianej firmy Loyd Tea( wiadomość pożyczona od szwagierki). Co znaczy, że herbatki z Biedronki są dobrej jakości (smaku):)
Cena jest obłędna : 2,99PLN. Polecam jeśli lubicie relaks przy kubku herbatki.
Kolejna tea również z Biedronki to zielona herbata z sokiem ananasowym. No niestety tutaj właściwości zielonej herbatki nie zaznamy, ale smak mniammm... pychotka:) Nigdy wcześniej nie próbowałam herbaty z ananasem i wiele traciłam. Połączenie smaku zielonej herbaty i ananasku jest rewelacyjne. Spisuje się bardzo dobrze jako napój po obiadowy hihi
Cena za 40 okrągłych torebek to ... 1,99PLN. Rozumiem, że nie ma właściwości , ale ja Was proszę za te pieniądze opłaca się kupić dla samego smaku :)
Czas na moją ulubioną. Nie mogę przeboleć dnia bez jednego kubeczka tej herbatki. To takie moje małe uzależnienie. Ten aromat, ten słodki, przyjemny smak. To jest to co lubię.
Intensitea o smaku wina grzanego z goździkami poprawia każdy dzień. Świetnie rozgrzewa i zabija pragnienie. Na mój gust nie przypomina smaku grzańca, ale to dobrze. Nie jestem typem miłośnika wina grzanego, ale jestem miłośniczką tej herbatki. Idealnie nadaje się na wieczory. Sprawia, że się zapominam i delektuje tym wspaniałym smakiem.
W opakowaniu za 1,99PLN znajduje się 20 saszetek :) Rewelacja !!!!
Ja każdą z wyżej wymienionych herbatek lekko dosładzam(pół łyżeczki). Dzięki temu smak herbaty jest bardziej intensywny. Kochane polecam Wam z całego serducha wszystkie herbatki. Moim zdaniem są one idealne na zimę, obawiam się, że nie będą tak smakowały w temperaturze 20C. Pysie napoje bogów hihi
Kochane a Wy próbowałyście którąś?? Może macie inne ulubione?
V ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
**** Czym krótsze tym lepsze NIE odnosi się do długości sukienki !!! ******
XOXO
Ok do puenty:) Jakiś czas temu namierzyłam u mojej kochanej przyszłej teściowej pyszne herbatki zzzz....Biedronki!!! Co jedna to lepsza a za jaką cenę wrr...już Wam wszystko piszę:)
Pierwsza herbatka właściwie dwie to herbata typu rooibos. Kiedyś kupowałam ten typ herbaty w Almie w Krk i dużo za nią płaciłam.
Herbatki z Biedronki smakują wspaniale i dużo mniej kosztują. Z pomarańczą i cynamonem przywołuje świąteczny klimat. Rozgrzewa i relaksuje:)
Ta z miodem i wanilią jest pyszna, ale dla mnie troszeczkę za mdła. Nie przepadam za wanilią, ale mojemu K. smakuje jak żadna inna:)
W każdym opakowaniu znajdziemy 20 oddzielnie zapakowanych saszetek. Z jednej saszetki niestety, ale zrobimy tylko jedna herbatkę hihi Co ciekawe firma Savanah jest odnogą znanej i lubianej firmy Loyd Tea( wiadomość pożyczona od szwagierki). Co znaczy, że herbatki z Biedronki są dobrej jakości (smaku):)
Cena jest obłędna : 2,99PLN. Polecam jeśli lubicie relaks przy kubku herbatki.
Kolejna tea również z Biedronki to zielona herbata z sokiem ananasowym. No niestety tutaj właściwości zielonej herbatki nie zaznamy, ale smak mniammm... pychotka:) Nigdy wcześniej nie próbowałam herbaty z ananasem i wiele traciłam. Połączenie smaku zielonej herbaty i ananasku jest rewelacyjne. Spisuje się bardzo dobrze jako napój po obiadowy hihi
Cena za 40 okrągłych torebek to ... 1,99PLN. Rozumiem, że nie ma właściwości , ale ja Was proszę za te pieniądze opłaca się kupić dla samego smaku :)
Czas na moją ulubioną. Nie mogę przeboleć dnia bez jednego kubeczka tej herbatki. To takie moje małe uzależnienie. Ten aromat, ten słodki, przyjemny smak. To jest to co lubię.
Intensitea o smaku wina grzanego z goździkami poprawia każdy dzień. Świetnie rozgrzewa i zabija pragnienie. Na mój gust nie przypomina smaku grzańca, ale to dobrze. Nie jestem typem miłośnika wina grzanego, ale jestem miłośniczką tej herbatki. Idealnie nadaje się na wieczory. Sprawia, że się zapominam i delektuje tym wspaniałym smakiem.
W opakowaniu za 1,99PLN znajduje się 20 saszetek :) Rewelacja !!!!
Ja każdą z wyżej wymienionych herbatek lekko dosładzam(pół łyżeczki). Dzięki temu smak herbaty jest bardziej intensywny. Kochane polecam Wam z całego serducha wszystkie herbatki. Moim zdaniem są one idealne na zimę, obawiam się, że nie będą tak smakowały w temperaturze 20C. Pysie napoje bogów hihi
Kochane a Wy próbowałyście którąś?? Może macie inne ulubione?
V ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
**** Czym krótsze tym lepsze NIE odnosi się do długości sukienki !!! ******
XOXO
środa, 8 lutego 2012
Tęcza kolorów oka ...
Witam słonecznie:) Na Podkarpaciu wyszło słoneczko!! Dobrze, niech rozpuszcza śnieg z mojego dachu:) Ja od dwóch dni przechodzę gehennę. Najprawdopodobniej zawiało mnie i strasznie, ale to strasznie boli mnie szyja. Chodzę jak przy śwince cała opatulona z zawiniętą szyją i nasmarowaną maścią. No jak nie urok to sraczka;)
W tym poście chciałabym Wam pokazać moją skromną kolekcję kolorowych eyeliner-ów.
Kosmetyki te są bardzo często ignorowane i zastępowane czarną kredką lub czarnym eyelinerem. Moim zdaniem jest to duży błąd. Już Wam tłumaczę dlaczego.
Jak wiemy eyeliner nie każdemu służy i mowa tu głównie o ciemnych kolorach. Jak też wiemy eyeliner dodaje spojrzeniu pazurka.Ja nie znoszę wychodzić z domu bez kreseczki nad okiem. No tak, ale jak zrobić delikatny makijaż przy użyciu ciemnej kreski...hmm...ciężko.
Dość dawno temu rozmawiałam z jedną z ekspedientek w moim ulubionym kosmetycznym i ona poleciła mi kolorowy eyeliner z Golden Rose. Pani ekspedientka miała piękny, świeży makijaż z brokatowo-zieloną kreską. Już widzę Wasze miny na słowo brokat. NIE panikujcie!!! Kiedy mamy delikatny makijaż używamy eyeliner lekko koloryzowany z odrobiną brokatu( np. Golden Rose Extreme sparkle 02 i Golden Rose Extreme sparkle10). Dzięki niemu uzyskujemy bardzo delikatny efekt. Ten eyeliner nadaje spojrzeniu bajeczny, czarujący wygląd. Sprawia, że nasze oczka wydają się wyrazistsze i błyszczące. Przy każdym mrugnięciu oczko diamentowo się szkli:)
Innym pomysłem jest użycie metalicznego (Golden Rose Metallic 04) lub kryjącego kolorowego (wet'n'wild Mega Liner 863) eyelinera zamiast cienia do powiek. Oczko nabiera koloru, podkreśla kolor oczu i dodaje uroku. Jest to bardzo szybki i łatwy sposób na 'makijaż' oka.
Kiedy malujemy oko na ciemniejszy kolor i nie chcemy go jeszcze dodatkowo obciążać czarnym linerem możemy zastosować fioletowy eyeliner(essence eyeliner gel) lub inny kolorek.
Osobiście bardzo lubię kolorowe eyelinery. Mieszam je jak tylko się da. Na ostatnim zdjęciu chciałam Wam pokazać jak wyglądają eyelinery na jasnym i ciemnym cieniu. Zdarza mi się również, że kładąc czarną kreskę przesadziłam i oko wygląda jak u zombi;) Wtedy nakładam na kreskę GR extreme sparkle i od razu lepiej:)
Nie wiem czy udało mi się Was choć troszkę przekonać do kolorowej kreseczki, ale próba nie strzelba:))
Krótka opinia o każdym z wymienionych eyelinerów:
IV ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
***** To, że ktoś Cię zdenerwował lub jesteś zmęczona nie jest wymówką na zdjęcie obcasów i spacerowanie drogą boso. NIE !!! *****
XOXO
W tym poście chciałabym Wam pokazać moją skromną kolekcję kolorowych eyeliner-ów.
Kosmetyki te są bardzo często ignorowane i zastępowane czarną kredką lub czarnym eyelinerem. Moim zdaniem jest to duży błąd. Już Wam tłumaczę dlaczego.
Jak wiemy eyeliner nie każdemu służy i mowa tu głównie o ciemnych kolorach. Jak też wiemy eyeliner dodaje spojrzeniu pazurka.Ja nie znoszę wychodzić z domu bez kreseczki nad okiem. No tak, ale jak zrobić delikatny makijaż przy użyciu ciemnej kreski...hmm...ciężko.
Dość dawno temu rozmawiałam z jedną z ekspedientek w moim ulubionym kosmetycznym i ona poleciła mi kolorowy eyeliner z Golden Rose. Pani ekspedientka miała piękny, świeży makijaż z brokatowo-zieloną kreską. Już widzę Wasze miny na słowo brokat. NIE panikujcie!!! Kiedy mamy delikatny makijaż używamy eyeliner lekko koloryzowany z odrobiną brokatu( np. Golden Rose Extreme sparkle 02 i Golden Rose Extreme sparkle10). Dzięki niemu uzyskujemy bardzo delikatny efekt. Ten eyeliner nadaje spojrzeniu bajeczny, czarujący wygląd. Sprawia, że nasze oczka wydają się wyrazistsze i błyszczące. Przy każdym mrugnięciu oczko diamentowo się szkli:)
Innym pomysłem jest użycie metalicznego (Golden Rose Metallic 04) lub kryjącego kolorowego (wet'n'wild Mega Liner 863) eyelinera zamiast cienia do powiek. Oczko nabiera koloru, podkreśla kolor oczu i dodaje uroku. Jest to bardzo szybki i łatwy sposób na 'makijaż' oka.
Kiedy malujemy oko na ciemniejszy kolor i nie chcemy go jeszcze dodatkowo obciążać czarnym linerem możemy zastosować fioletowy eyeliner(essence eyeliner gel) lub inny kolorek.
Osobiście bardzo lubię kolorowe eyelinery. Mieszam je jak tylko się da. Na ostatnim zdjęciu chciałam Wam pokazać jak wyglądają eyelinery na jasnym i ciemnym cieniu. Zdarza mi się również, że kładąc czarną kreskę przesadziłam i oko wygląda jak u zombi;) Wtedy nakładam na kreskę GR extreme sparkle i od razu lepiej:)
Nie wiem czy udało mi się Was choć troszkę przekonać do kolorowej kreseczki, ale próba nie strzelba:))
Krótka opinia o każdym z wymienionych eyelinerów:
Golden Rose Extreme Sparkle nr 10:
Essence Gel Eyeliner- 03 Berlin Rocks:
Golden Rose Style liner Metallic nr 04:
Wet'n'Wild Mega Liner nr 863:
IV ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
***** To, że ktoś Cię zdenerwował lub jesteś zmęczona nie jest wymówką na zdjęcie obcasów i spacerowanie drogą boso. NIE !!! *****
XOXO
wtorek, 7 lutego 2012
Kolorowa pielęgnacja :)
Dobry dzień ;) Jak Wam mija wtorek? Ja siedzę w domku i wstyd się przyznać, ale wciąż otulona szlafrokiem;) Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam przesiadywać w szlafroku, nie mylić z piżamą;) Mieszkam sama więc, no cóż staram się zaoszczędzić na ogrzewaniu a szlafroczek mój kudłaty grzeje jak nic innego hihihi Jak ja się już nie mogę doczekać ciepła ashhhh... No tak mamy już luty a co za tym idzie...w-a-l-e-n-t-y-n-k-i...zawsze byłam przeciwna temu 'świętu'. Jak dla mnie każdy dzień powinien być wyjątkowy z naszą drugą połówką:) No, ale cóż z całych sił nasza społeczność stara się dogonić zachód, więc nie powinnam odstawać. Do czego zmierzam to do tego, że jestem już z moim K. tak długo, że straciłam pomysły na prezenty. Cały ranek siedziałam na Allegro i główkowałam co kupić. Wymyśliłam...teraz muszę wymyślić skąd wziąć na to fundusze hihi
Teraz do konkretów.Wczoraj pisałam o tym jak dbam o skórę twarzy w czasie wielkich mrozów. Dzisiaj mam dla Was dwóch styczniowych ulubieńców. Jeden ma za zadanie ochronić skórę naszych dłoni, drugi ma dodać ustom naturalności:)
Do wpisu na temat ochrony dłoni zainspirowała mnie młodaa19 :*, która ma problem ze suchą skórą. Poleciłam jej i każdemu kogo znam Garnier- Krem silnie regenerujący przeciw zrogowaceniom.
Jak widzicie na zdjęciu NIE jest to ten standardowy krem do rąk czerwony Garnier-a. Jest to krem silnie regenerujący z syropem z klonu i alantoiną. Krem ten idealnie nadaje się skóry szczególnie wysuszonej i zniszczonej. Redukuje pęknięcia, przeciwdziała wysuszeniu i zrogowaceniu. Na opakowaniu nie wymieniono dłoni;), ale idealnie nadaje się do nich.
Konsystencja kremu jest gęsta i skondensowana. Krem bardzo dobrze się rozprowadza. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia klejącego filmu.
Zaraz po aplikacji czujemy różnicę. Dłonie są delikatne i nawodnione:) Produkt pachnie przyjemnie, inaczej niż ten w wąskiej tubce, moim zdaniem jest to bardzo ładny zapach. Krem jest bardzo wydajny. Ilość widoczna na zdjęciu jest zdecydowanie za duża, ale chciałam Wam jak najbardziej przybliżyć konsystencję :))
Krem ten jest moim zimowym ulubieńcem. Myślę, że na lato się nie nadaje bo jest naprawdę gęsty i natłuszczający.
Cena kremu to ok. 12 PLN za 100ml, także warto. Polecam go na zimne, mroźne miesiące. Wasze dłonie będą zdrowe, delikatne i chronione;)
Czas na kolorówkę:) Jakiś czas temu wybrałam się do drogerii Natura zapoznac się z nowymi produktami hihi Miałam oczywiście niczego nie kupowac, no ale wyszło jak wyszło hihi Kupiłam dwie szmineczki. Dzisiaj tylko o jednej z nich bo drugiej jeszcze do końca nie przetestowałam.
Mój wybór to Catrice z serii ULTIMATE Colour w odcieniu 010 Be Natural. Uwielbiam ten kolorek!!
Szminka ukryta jest w gustownym czarnym opakowaniu. Opakowanie nie jest plastikowe(jupi!!) tylko plastikowo-metalowe. Wydaje się bardzo stabilne. Pomadka upadła mi już dwa razy na płytki(tak jestem okropną niezdarą) i działa bez problemu :)
Długo szukałam idealnego koloru nude. Pomadka nude z Essence o której pisałam tutaj była jak najbardziej ok, ale wykończyłam ją:( Chciałam spróbowac czegoś nowego i tadam spróbowałam.
Kolor jest idealnie trafiony, wygląda bardzo naturalnie. Bardzo, ale to bardzo pasuje do każdego makijażu. Jest takim eleganckim, naturalnym wykończeniem. Usta wyglądają naturalnie a przy tym bardzo ponętnie.
Szminka ma bardzo przyjemną konsystencję. Jest masłowa i bardzo dobrze się ja rozprowadza na ustach. Nie ciągnie warg tak jak te za czasów naszych mam;) Wystarczy przejechac nią po ustach dwa razy i uzyskujemy wymarzony efekt. Szminka jest wydajna pomimo tego, że jest miękka. Trwałość...kurcze nie wiem bo nie zwracam na to uwagi z zegarkiem w ręku, ale dużo dłużej niż Essence. Nie jest jej łatwo zlizać.Szminka nie wysusza nam warg:)
Kolor na zdjęciach wydaje się być różowy, ale jest to wina światła. Szminka ma prawdziwy cielisty odcień. Polecam jeśli lubicie naturalność. Ja czuję się bardzo elegancko i ładnie w tym kolorku:) Pasuje na każdą okazję, do każdej kreacji i do każdego makijażu. Dodaje subtelności. Cena tej pomadki to 18PLN.
Postaram się(wreszcie) dodać jakiś makijaż przy użyciu min. tej szmineczki.
Piszcie co myślicie o produktach powyżej. Może macie coś lepszego z chęcią wypróbuje.
III ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
To, że kosmetyki utrzymują się na twarzy 24h NIE oznacza, że mamy spać w makijażu !!!
Teraz do konkretów.Wczoraj pisałam o tym jak dbam o skórę twarzy w czasie wielkich mrozów. Dzisiaj mam dla Was dwóch styczniowych ulubieńców. Jeden ma za zadanie ochronić skórę naszych dłoni, drugi ma dodać ustom naturalności:)
Do wpisu na temat ochrony dłoni zainspirowała mnie młodaa19 :*, która ma problem ze suchą skórą. Poleciłam jej i każdemu kogo znam Garnier- Krem silnie regenerujący przeciw zrogowaceniom.
Jak widzicie na zdjęciu NIE jest to ten standardowy krem do rąk czerwony Garnier-a. Jest to krem silnie regenerujący z syropem z klonu i alantoiną. Krem ten idealnie nadaje się skóry szczególnie wysuszonej i zniszczonej. Redukuje pęknięcia, przeciwdziała wysuszeniu i zrogowaceniu. Na opakowaniu nie wymieniono dłoni;), ale idealnie nadaje się do nich.
Konsystencja kremu jest gęsta i skondensowana. Krem bardzo dobrze się rozprowadza. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia klejącego filmu.
Zaraz po aplikacji czujemy różnicę. Dłonie są delikatne i nawodnione:) Produkt pachnie przyjemnie, inaczej niż ten w wąskiej tubce, moim zdaniem jest to bardzo ładny zapach. Krem jest bardzo wydajny. Ilość widoczna na zdjęciu jest zdecydowanie za duża, ale chciałam Wam jak najbardziej przybliżyć konsystencję :))
Krem ten jest moim zimowym ulubieńcem. Myślę, że na lato się nie nadaje bo jest naprawdę gęsty i natłuszczający.
Cena kremu to ok. 12 PLN za 100ml, także warto. Polecam go na zimne, mroźne miesiące. Wasze dłonie będą zdrowe, delikatne i chronione;)
Czas na kolorówkę:) Jakiś czas temu wybrałam się do drogerii Natura zapoznac się z nowymi produktami hihi Miałam oczywiście niczego nie kupowac, no ale wyszło jak wyszło hihi Kupiłam dwie szmineczki. Dzisiaj tylko o jednej z nich bo drugiej jeszcze do końca nie przetestowałam.
Mój wybór to Catrice z serii ULTIMATE Colour w odcieniu 010 Be Natural. Uwielbiam ten kolorek!!
Szminka ukryta jest w gustownym czarnym opakowaniu. Opakowanie nie jest plastikowe(jupi!!) tylko plastikowo-metalowe. Wydaje się bardzo stabilne. Pomadka upadła mi już dwa razy na płytki(tak jestem okropną niezdarą) i działa bez problemu :)
Długo szukałam idealnego koloru nude. Pomadka nude z Essence o której pisałam tutaj była jak najbardziej ok, ale wykończyłam ją:( Chciałam spróbowac czegoś nowego i tadam spróbowałam.
Kolor jest idealnie trafiony, wygląda bardzo naturalnie. Bardzo, ale to bardzo pasuje do każdego makijażu. Jest takim eleganckim, naturalnym wykończeniem. Usta wyglądają naturalnie a przy tym bardzo ponętnie.
Szminka ma bardzo przyjemną konsystencję. Jest masłowa i bardzo dobrze się ja rozprowadza na ustach. Nie ciągnie warg tak jak te za czasów naszych mam;) Wystarczy przejechac nią po ustach dwa razy i uzyskujemy wymarzony efekt. Szminka jest wydajna pomimo tego, że jest miękka. Trwałość...kurcze nie wiem bo nie zwracam na to uwagi z zegarkiem w ręku, ale dużo dłużej niż Essence. Nie jest jej łatwo zlizać.Szminka nie wysusza nam warg:)
Kolor na zdjęciach wydaje się być różowy, ale jest to wina światła. Szminka ma prawdziwy cielisty odcień. Polecam jeśli lubicie naturalność. Ja czuję się bardzo elegancko i ładnie w tym kolorku:) Pasuje na każdą okazję, do każdej kreacji i do każdego makijażu. Dodaje subtelności. Cena tej pomadki to 18PLN.
Postaram się(wreszcie) dodać jakiś makijaż przy użyciu min. tej szmineczki.
Piszcie co myślicie o produktach powyżej. Może macie coś lepszego z chęcią wypróbuje.
III ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
To, że kosmetyki utrzymują się na twarzy 24h NIE oznacza, że mamy spać w makijażu !!!
poniedziałek, 6 lutego 2012
Mówię koniec czerwonej buzi !!!
Witam wszystkich. Wiem dawno mnie nie było, ale to przez to, że śnieg z dachu nie zszedł i panowie od internetu nie przyszli. Na szczęście otrzymałam pomocną dłoń od koleżanki i na czas śniegu mam inny internet. dzięki czemu mogę wrócić do pisania :)
Mam cichą nadzieję, że ktoś jeszcze czyta moje posty. Kochani nie wiem jak u Was, ale tu na Podkarpaciu jest strasznie zimno. Temperatura w nocy spada do -30 a w dzień nie jest lepiej niż -13 wrrrr...
Co do zimna.Jakiś czas temu zauważyłam, że moja buzia nie przyjemnie się rumieni i zaczynają pojawiać mi się malutkie, wysuszone plamki. Podejrzewałam wszystko od Clinique po jedzenie. Plamki zamiast znikać z dnia na dzień powiększały się a moja buzia zaczynała mnie piec. No i co się okazało...wszystkiemu winny był MRÓZ. Niestety większość używanych przeze mnie kosmetyków zawiera wodę. Woda jak wiemy zamarza i niszczy naszą cudną cerę. Uświadomiona tym, że mróz bardzo źle wpływa na moją skórę wybrałam się do Rossmana na zakupy.
Chciałam nabyć coś, co pomorze chronić moją twarz. Wybór był skromny, nawet bardzo skromny. Koniec, końców zdecydowałam się na krem firmy LIRENE DermProgram - pełna ochrona.
Krem ten jak mówi opakowanie jest aktywnym kremem na zimę. Ma za zadanie chronić przed niską temperaturą, wiatrem i promieniowaniem UV. Krem 'zaopatrzony' jest w SPF 20.
Krem ma gęstą konsystencję. Dzięki czemu przy nakładaniu mam dziwne wrażenie, że faktycznie będzie działał. Osobiście konsystencja przypomina mi tą z kremów używanych w czasie jazdy na snowboardzie.
Z tą różnicą, że kremik ten nie pozostawia na twarzy klejącego filmu. Jest to naprawdę istotne bo inaczej położenie fluidu na niego kończyłoby się tragicznie hihi Producent jak i ja sama mogę spokojnie stwierdzić, że krem nadaje się jako baza pod podkład:) Podkład nie roluje się na kremie i nie ścina. Ja pomimo tego, że krem jest tłusty nie mam problemu ze świeceniem się po nim.
Kremik bardzo przyjemnie i delikatnie pachnie, co bardzo mi odpowiada.
Teraz efekt... krem ten bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu. Po tym jak zaczęłam go stosować przestałam mieć problemy z zaczerwienioną cerą i suchymi miejscami. Teraz będąc na polu/dworze ;)nawet przy temperaturze -20 nie mam uczucia ściągniętej skóry .
Chciałabym go Wam bardzo polecić. Jego cena to 19,99PLN, więc nie jest to dużo. Musimy wszyscy pamiętać o tym ,że mrozy robią wielką krzywdę naszej skórze. Nie tylko dłoniom ale i twarzy. Koniecznie powinniśmy nabyć zimowy krem do buzi i tłusty krem do rączek.
A Wy jak bronicie buzie przed zimnem??? Jutro wpis o szmince, którą pokochałam w styczniu:) Mam do Was również prośbę, napiszcie mi proszę w komentarzach o czym chcecie czytac na moim blogu w najbliższym czasie:) Chcę byc regularnie na blogu i pisac jak najwięcej. W związku z tym planuję liste wpisów;) AAAA już niedługo czeka na Was mała niespodzianka:)
II ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
**** Samoopalacz to nie balsam nawilżający, NIE można go stosować po każdej kąpieli, pomarańcz nie jest w modzie !!!! ;)
XOXO
Mam cichą nadzieję, że ktoś jeszcze czyta moje posty. Kochani nie wiem jak u Was, ale tu na Podkarpaciu jest strasznie zimno. Temperatura w nocy spada do -30 a w dzień nie jest lepiej niż -13 wrrrr...
Co do zimna.Jakiś czas temu zauważyłam, że moja buzia nie przyjemnie się rumieni i zaczynają pojawiać mi się malutkie, wysuszone plamki. Podejrzewałam wszystko od Clinique po jedzenie. Plamki zamiast znikać z dnia na dzień powiększały się a moja buzia zaczynała mnie piec. No i co się okazało...wszystkiemu winny był MRÓZ. Niestety większość używanych przeze mnie kosmetyków zawiera wodę. Woda jak wiemy zamarza i niszczy naszą cudną cerę. Uświadomiona tym, że mróz bardzo źle wpływa na moją skórę wybrałam się do Rossmana na zakupy.
Chciałam nabyć coś, co pomorze chronić moją twarz. Wybór był skromny, nawet bardzo skromny. Koniec, końców zdecydowałam się na krem firmy LIRENE DermProgram - pełna ochrona.
Krem ten jak mówi opakowanie jest aktywnym kremem na zimę. Ma za zadanie chronić przed niską temperaturą, wiatrem i promieniowaniem UV. Krem 'zaopatrzony' jest w SPF 20.
Krem ma gęstą konsystencję. Dzięki czemu przy nakładaniu mam dziwne wrażenie, że faktycznie będzie działał. Osobiście konsystencja przypomina mi tą z kremów używanych w czasie jazdy na snowboardzie.
Z tą różnicą, że kremik ten nie pozostawia na twarzy klejącego filmu. Jest to naprawdę istotne bo inaczej położenie fluidu na niego kończyłoby się tragicznie hihi Producent jak i ja sama mogę spokojnie stwierdzić, że krem nadaje się jako baza pod podkład:) Podkład nie roluje się na kremie i nie ścina. Ja pomimo tego, że krem jest tłusty nie mam problemu ze świeceniem się po nim.
Kremik bardzo przyjemnie i delikatnie pachnie, co bardzo mi odpowiada.
Teraz efekt... krem ten bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu. Po tym jak zaczęłam go stosować przestałam mieć problemy z zaczerwienioną cerą i suchymi miejscami. Teraz będąc na polu/dworze ;)nawet przy temperaturze -20 nie mam uczucia ściągniętej skóry .
Chciałabym go Wam bardzo polecić. Jego cena to 19,99PLN, więc nie jest to dużo. Musimy wszyscy pamiętać o tym ,że mrozy robią wielką krzywdę naszej skórze. Nie tylko dłoniom ale i twarzy. Koniecznie powinniśmy nabyć zimowy krem do buzi i tłusty krem do rączek.
A Wy jak bronicie buzie przed zimnem??? Jutro wpis o szmince, którą pokochałam w styczniu:) Mam do Was również prośbę, napiszcie mi proszę w komentarzach o czym chcecie czytac na moim blogu w najbliższym czasie:) Chcę byc regularnie na blogu i pisac jak najwięcej. W związku z tym planuję liste wpisów;) AAAA już niedługo czeka na Was mała niespodzianka:)
II ZASADA KOBIETY Z KLASĄ:
**** Samoopalacz to nie balsam nawilżający, NIE można go stosować po każdej kąpieli, pomarańcz nie jest w modzie !!!! ;)
XOXO
czwartek, 19 stycznia 2012
Tłuszcz na buzi :(
Witam moi drodzy. Jak minął Wam tydzień, fakt jeszcze jutro, ale środa minie tydzień zginie:) Zawsze powtarzałam sobie to na studiach, bo środy miałam koszmarne, rok w rok. Ja siedzę właśnie przed laptopem u mojego K. Zgadnijcie, dzisiaj mieli przyjść panowie zamontować mi internet i co... i śnieg ich zaskoczył hehe Nie rozumiem czy tak ciężko było się domyśleć 2 tygodnie temu, że będzie śnieg i poinformować mnie, że w takim wypadku nie przyjdą, bo nie wejdą na dach. No a ja bida czekałam na nich w progu z językiem na brodzie i posprzątanym domem achh... No nic podobno ma im się udać instalacja w przyszłym tygodniu, może łańcuch założą na buty hehe
Kochani po raz kolejny zapraszam Was do polubienia mnie na FACEBOOK-u :)
Dzisiaj mam dla Was bubla, moim zdaniem. Jest to REVLON, New Complexion One Step Makeup, czyli fluid w kompakcie.
Niestety nie mam pudełka, ale mniejsza o to. Zdecydowałam się na zakup tego produktu ze względu na łatwość aplikacji i samą firmę.
Zacznijmy od zawartości. Pod wieczkiem pudełeczka ukryte jest lusterko, nawet przydatne i do niego nie mam nic;) Później widzimy kolejne wieczko na którym znajduje się fluido-puder. Na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie. Pod wieczkiem z fluidem ukryta jest gąbeczka, też całkiem niezła. Przyda mi się na pewno. Czyli mamy bajerów a bajerów hehe
Co do fluidu. Nakłada się go bardzo dobrze przy użyciu paluszków jak i załączonej gąbki. Produkt ma konsystencje musu. Także nie ma problemu z równomiernym rozprowadzeniem go. Nie pozostawia efektu maski, co jest plusem. Kolejnym jego plusem jest idealne krycie. Nie ma syfka którego nie ukryje:)
No i tu koniec zalet. Fluid ten według producenta nie potrzebuje matowienia, ponieważ ma sprawdzać się również jako puder. Producent zaleca lekkie blendowanie go pędzlem przed wyjściem(robiłam).
Po nałożeniu go i wyjściu z domu zaczynają się schody.
Fluid lekko ścina się na twarzy. Jeśli używamy telefonu, czy mamy na sobie szalik cały puder zostanie na nich. Mierząc sweter w sklepie umorusałam cały dekolt, dobrze, że sweterek mi się podobał i go kupiłam. Fluid NIE trzyma się w ogóle na twarzy. Po dotknięciu twarzy dłoniom czujemy na niej tłuszcz i resztki produktu. Tragedia!!! Po dwóch godzinach twarz wygląda jak u 60letniej burdel mamy. Widoczne są wszystkie pory, zmarszczki i załamania-paskustwo. Wokół oczu i ust jest najgorzej.
Możliwe, że produkt ten spisze się u osoby z bardzo suchą cerą. Może nawilży ją, ale u mnie nie nie nie. Moja buzia okropnie się po nim świeci, wygląda na zmęczoną i nie świeżą.
Produkt fakt, faktem ma idealny kolor ale jak go używać, kiedy spływa jak woda. Może przez to , że ma bardzo wodnistą konsystencje, nie wiem. Ja osobiście bardzo Wam go nie polecam. Sama jeszcze nie wiem jak go spożytkuje:(
Ode mnie produkt ten na max 6 dostaje 2(pudełko i gąbka).
Teraz zwracam się głównie do damskiej części naszego blogowego grona. Od dziś przez kolejne posty będę dodawała po jednej ZASADZIE KOBIETY Z KLASĄ. Po 10 zasadzie będzie niespodzianka dla Was, ale na to mamy jeszcze czas:)
1 ZASADA Kobiety Z Klasą :
***Czym dłuższe tym lepsze nie dotyczy przedłużonych włosów i sztucznych rzęs.***
To tyle na dzisiaj XOXO
Kochani po raz kolejny zapraszam Was do polubienia mnie na FACEBOOK-u :)
Dzisiaj mam dla Was bubla, moim zdaniem. Jest to REVLON, New Complexion One Step Makeup, czyli fluid w kompakcie.
Niestety nie mam pudełka, ale mniejsza o to. Zdecydowałam się na zakup tego produktu ze względu na łatwość aplikacji i samą firmę.
Zacznijmy od zawartości. Pod wieczkiem pudełeczka ukryte jest lusterko, nawet przydatne i do niego nie mam nic;) Później widzimy kolejne wieczko na którym znajduje się fluido-puder. Na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie. Pod wieczkiem z fluidem ukryta jest gąbeczka, też całkiem niezła. Przyda mi się na pewno. Czyli mamy bajerów a bajerów hehe
Co do fluidu. Nakłada się go bardzo dobrze przy użyciu paluszków jak i załączonej gąbki. Produkt ma konsystencje musu. Także nie ma problemu z równomiernym rozprowadzeniem go. Nie pozostawia efektu maski, co jest plusem. Kolejnym jego plusem jest idealne krycie. Nie ma syfka którego nie ukryje:)
No i tu koniec zalet. Fluid ten według producenta nie potrzebuje matowienia, ponieważ ma sprawdzać się również jako puder. Producent zaleca lekkie blendowanie go pędzlem przed wyjściem(robiłam).
Po nałożeniu go i wyjściu z domu zaczynają się schody.
Fluid lekko ścina się na twarzy. Jeśli używamy telefonu, czy mamy na sobie szalik cały puder zostanie na nich. Mierząc sweter w sklepie umorusałam cały dekolt, dobrze, że sweterek mi się podobał i go kupiłam. Fluid NIE trzyma się w ogóle na twarzy. Po dotknięciu twarzy dłoniom czujemy na niej tłuszcz i resztki produktu. Tragedia!!! Po dwóch godzinach twarz wygląda jak u 60letniej burdel mamy. Widoczne są wszystkie pory, zmarszczki i załamania-paskustwo. Wokół oczu i ust jest najgorzej.
Możliwe, że produkt ten spisze się u osoby z bardzo suchą cerą. Może nawilży ją, ale u mnie nie nie nie. Moja buzia okropnie się po nim świeci, wygląda na zmęczoną i nie świeżą.
Produkt fakt, faktem ma idealny kolor ale jak go używać, kiedy spływa jak woda. Może przez to , że ma bardzo wodnistą konsystencje, nie wiem. Ja osobiście bardzo Wam go nie polecam. Sama jeszcze nie wiem jak go spożytkuje:(
Ode mnie produkt ten na max 6 dostaje 2(pudełko i gąbka).
Teraz zwracam się głównie do damskiej części naszego blogowego grona. Od dziś przez kolejne posty będę dodawała po jednej ZASADZIE KOBIETY Z KLASĄ. Po 10 zasadzie będzie niespodzianka dla Was, ale na to mamy jeszcze czas:)
1 ZASADA Kobiety Z Klasą :
***Czym dłuższe tym lepsze nie dotyczy przedłużonych włosów i sztucznych rzęs.***
To tyle na dzisiaj XOXO
wtorek, 13 grudnia 2011
Chicagowskie zdobycze :))
Witam wszystkich przed świątecznie.Choć tu w Chicago gorączka świąt odczuwana jest już od kilku tygodni. Wszystkie domy świecą a w sklepach mikołaje, lampki i świąteczne piosenki:)
Na kolanka do Mikołaja nie poszłam bo była straszna kolejka, ale wszystko przedemną;)
Rany,rany jak ja się zaniedbałam w pisaniu. No ale cóż ,niestety nie miałam ani ciut ciut czasu bo pomagam pewnej osobie i zajmuje mi to 8h dziennie:( A kiedy mam wolne zamiast pisać to chodzę i zwiedzam...sklepy hihi Kochani co tam u Was. Qrcze mam Wam wiele rzeczy do pokazania i opowiedzenia:)
Dzisiaj dwa kosmetyki i dwie niekosmetyczne rzeczy:)
Muszę się przyznać, że nie kupuję za dużo kosmetyków. Może dlatego, że wszystko co potrzebuje już mam:) A może dlatego, że uwielbiam buty i torebki hihi
OK. Tak więc zacznijmy od pomadki ochronej firmy EOS . Jakiś czas temu moja szwagierka otrzymała eos od taty i dzięki temu i ja mogłam wypróbować i się napalić na nią.
Lip Balm firmy EOS jest słodkim 'jajeczkiem' o sympatycznych kolorach: zielonym, miętowym, pomarańczowym i czerwonym. Ja w swojej skromnej kolekcji posiadam dwa : zielony (honeysuckle) i czerwony (summer fruit). Balsamy te są w 100% naturalne i w 95% organiczne. Zawierają w sobie masło Shea( jakie to zrobiło się popularne, gdzie nie spojrzysz tam Shea:)), olej jojoba i witaminę E. Pozbawiony jest glutenów, parabenów, ftalenów oraz wazeliny.
Co ja o nim myśle:
Tak więc, jajeczko jest jak już wspomniałam bardzo słodkie. Wykonane jest z plastiku z zawartością sylikonu-jak na moje oko. Bardzo podoba mi się sposób zamknięcia , ponieważ przekręcając czujemy taki mały 'klik' dzięki temu mamy 100% pewność, że się nam nie otworzy w torebce. Opakowanie jest bardzo wygodne i dzięki okrągłości ułatwia nam znalezienie go w torebce:)
Po otwarciu naszym oczom ukazuje się masa koloru wazeliny, czubata a jednocześnie okrągła. Zapach pomadek jest prześliczny. Szczególnie podoba mi się summer fruit jest słodki i bardzo przyjemny.
Usta po posmarowaniu ładnie ale bardzo delikatnie i niestety krótko się błyszczą. Ja mam od czasu do czasu nawyk przelizania warg i wrrr...dzięki EOS są one bardzo ale to bardzo słodkie, aż ma się ochotę je zjeść;)
Pomadka niestety wogóle nie polepsza kondycji ust. Jest ona bardzo fajnym gadżetem( tak samo skomentowała to moja szwagierka - zapraszam na jej filmik na youtube 1982paulinka). Osobiście używam jej jako pomadki ochronnej, takie dmuchanie na zimno. Jednak kiedy moje usta są już nadruszone czyli mogą robić za tarkę do ziemniaków EOS im nie pomoże:( Cena w USA to ok. $3. Jest również dostępny na Allegro.
Polecam osobom które nie mają problemów z pierzchnięciem ust a lubią je nawilżać.
Więc podsumowując w skali od 1-6 daję EOS 3,5. Jest to coś co można mieć, ale nie jest niezastąpione.
Kolejnym produktem kosmetycznym jest znany i bardzo zachwalany PAINT POT firmy MAC. Skusiłam się na niego z powodu ochów i achów wielu osób. Osłuchałam się tyle na jego temat, że musiałam go mieć.
No i co i jajo. Mój ma kolor RUBENESQUE jest to brzoskwinia połączona z łososiem przy użyciu drobinek złota:)) Paint pot ma służyć jako baza pod cień wzmacniająca kolor lub może 'robić' jako cień sam w sobie. Kolor jest obłędny w słoiczku na oczach hmmm...troszkę trzeba go położyć, żeby wyglądał tak jak w słoiczku:( Ja kładłam go na przypudrowaną powiekę i nie wiedzieć czemu po 3h zbierał mi się w załamaniach. Tak więc musiałam użyć paluszka wskazującego i go delikatnie rozetrzeć.
Konsystencja jest miła w użyciu, masłowa bardzo dobrze się rozprowadza na powiece. Napigmentowanie tak jak już wspomniałam jest duże( w słoiczku) ciut gorsze na powiece. PP jest w małym 5g szklanym słoiczku(słodziak) z czarną sławną nakrętką MAC.
Mój kolor położony na powiekę lekko ją rozświetla i ujednolica. Nie wiem kochani może lepiej sprawdzi się jako baza, ponieważ jako cień mnie póki co osobiście zawiódł MAC. Obawiam się że ta ochowo achowa firma to pic na wodę. Oczywiście mają kosmetyki grzechu warte ale ja PP do nich nie zaliczam.
Zrobiłam dla Was porównanie PP MAC z Made to Stay firmy Catrice(cień w kremie)jak dla mnie zero różnic.
No może za wyjątkiem tego, że nigdy cień z Catrice nie zwałkował mi się na powiece aaaa no i cena!!!! Catrice to ok. 15PLN a MAC to 80PLN.
Kochani wrócę jeszcze do tego PP. Zobaczę może coś się zmieni z czasem użytkowania a wydaje mi się, że starczy na długo:) Póki co daje mu 2,5:(
Tyle co do kosmetyków w dzisiejszym poscie hihi Przejdę teraz do tego co uwielbiam tak jak kosmetyki jak nie bardziej;) Torebki, buty i gadżety:) Na początku napisałam , że będą tylko dwie rzeczym, ale chyba dodam coś jeszcze hihi Muszę to jakoś wszystko rozłożyć co by Was nie zanudzić, chcę za to bardzo poznać Wasze opinie na temat rzeczy zakupionych. Bo jak co mam miesiąc na oddanie hihi
Zacznę od torebki, która bardzo ale to bardzo mi się podobała i długo koło niej chodziłam. Jest to worek firmy Fossil. Wykonany z materiału i obszyty skórą dookoła. Niesamowicie mi się podoba:) Noszę go na długim pasku a jak się spieszę to przekładam na krótki. Worek jest bardzo pojemny. W środku ma trzy kieszonki z czego jedna jest na zamek:) Fajnie się układa, nie spada z ramienia i nie odbija się od moich boczków hehe Kosztował $60 w Marshalls. Marshalls to sklep typu TKMAXX w Polsce. Na szczęście tutaj jest on znacznie tańszy niż u nas:))
Oto i moja zdobycz:
Worek ma z frontowej strony ma przywieszony metalowy klucz i metalowe serduszko (gadżet świadczący o firmie Fossil). Natomiast z tyłu jest małe wejście na kluczyk:)
Kolejna nabyta nie dawno rzecz to telefon:) Uwielbiam wszelki sprzęt elektroniczny. Jak już wiecie nabyłam jakieś 2tygodnie temu może więcej Apple IPad , którego ubóstwiam:) Postanowiłam też wymienić telefon bo z moim miałam drobne problemy z baterią. Skusiłam się na Samsung Galaxy S 4G. Bardzo mili i przystojni chłopcy u których go kupowałam zdjeli mi simlocka tak więc mogę używać go w Polsce:) Ma bardzo dobry aparat i dzięki 4G internet działa szybko. Tak więc w PL będę dodawała osty na bierząco ze sklepów i nie tylko.
Miałam już na tym zakończyć ale muszę Wam coś jeszcze napisać. Mianowicie UWIELBIAM przeceny w USA. Jakiś czas temu wybrałam się z kuzynką na zakupy z zamiarem zakupu butów i sukienki, ponieważ 16stego ide na urodziny znajomego:) Sukienkę kupiłam, ale nie mogłam zdecydować się co do butów. Bardzo, ale to bardzo podobały mi się buty Nine West. Szpilki, skórzane w kolorze ciemnego nude. Po założeniu na nogę oniemiałam. Nigdy nie miałam na stopach tak miękkich i wygodnych (wysokich) butów jak te. Miałam je wziąć ale cena z taxem wynosiła 98$. Hmm...szkoda mi na szpilki i się poddałam. Kilka dni szukałam zamiennika i nic. W końcu zdesperowana poprosiłam kuzynkę o ich zakup, ta nie miała czasu i nie kupiła:)
Wczoraj wybrałam się na zakupowe łowy. Weszłam do jednego z większych sklepów i co zobaczyłam. Moje NW buty tadaaa...stały tam przecenione z $89 na $ 65.99 bez zastanowienia chwyciłam je w ręce i pognałam do kasy. Przy płaceniu okazało się, że w tym dniu wszystko jest jeszcze tańsze przy kasie i ....kupiłam moje cudne buciki za $36 już z taxem. REWELACJA to są przeceny a nie tak jak w Polsce z 99.99PLN na 89.99PLN hihi Dzisiaj idę do tego samego sklepu po buciki firmy EMU bo też są na przecenie a już od dawna mnie kuszą:)
Oki kochani moi to by było na tyle jeśli chodzi o dzisiejszy post. Piszcie jak macie jakieś pytania. Komentujcie co myślicie o tym co ja napisałam. Kolejny wpis ukaże się w najbliższą niedzielę lub poniedziałek.
XOXO
Na kolanka do Mikołaja nie poszłam bo była straszna kolejka, ale wszystko przedemną;)
Rany,rany jak ja się zaniedbałam w pisaniu. No ale cóż ,niestety nie miałam ani ciut ciut czasu bo pomagam pewnej osobie i zajmuje mi to 8h dziennie:( A kiedy mam wolne zamiast pisać to chodzę i zwiedzam...sklepy hihi Kochani co tam u Was. Qrcze mam Wam wiele rzeczy do pokazania i opowiedzenia:)
Dzisiaj dwa kosmetyki i dwie niekosmetyczne rzeczy:)
Muszę się przyznać, że nie kupuję za dużo kosmetyków. Może dlatego, że wszystko co potrzebuje już mam:) A może dlatego, że uwielbiam buty i torebki hihi
OK. Tak więc zacznijmy od pomadki ochronej firmy EOS . Jakiś czas temu moja szwagierka otrzymała eos od taty i dzięki temu i ja mogłam wypróbować i się napalić na nią.
Lip Balm firmy EOS jest słodkim 'jajeczkiem' o sympatycznych kolorach: zielonym, miętowym, pomarańczowym i czerwonym. Ja w swojej skromnej kolekcji posiadam dwa : zielony (honeysuckle) i czerwony (summer fruit). Balsamy te są w 100% naturalne i w 95% organiczne. Zawierają w sobie masło Shea( jakie to zrobiło się popularne, gdzie nie spojrzysz tam Shea:)), olej jojoba i witaminę E. Pozbawiony jest glutenów, parabenów, ftalenów oraz wazeliny.
Co ja o nim myśle:
Tak więc, jajeczko jest jak już wspomniałam bardzo słodkie. Wykonane jest z plastiku z zawartością sylikonu-jak na moje oko. Bardzo podoba mi się sposób zamknięcia , ponieważ przekręcając czujemy taki mały 'klik' dzięki temu mamy 100% pewność, że się nam nie otworzy w torebce. Opakowanie jest bardzo wygodne i dzięki okrągłości ułatwia nam znalezienie go w torebce:)
Po otwarciu naszym oczom ukazuje się masa koloru wazeliny, czubata a jednocześnie okrągła. Zapach pomadek jest prześliczny. Szczególnie podoba mi się summer fruit jest słodki i bardzo przyjemny.
Usta po posmarowaniu ładnie ale bardzo delikatnie i niestety krótko się błyszczą. Ja mam od czasu do czasu nawyk przelizania warg i wrrr...dzięki EOS są one bardzo ale to bardzo słodkie, aż ma się ochotę je zjeść;)
Pomadka niestety wogóle nie polepsza kondycji ust. Jest ona bardzo fajnym gadżetem( tak samo skomentowała to moja szwagierka - zapraszam na jej filmik na youtube 1982paulinka). Osobiście używam jej jako pomadki ochronnej, takie dmuchanie na zimno. Jednak kiedy moje usta są już nadruszone czyli mogą robić za tarkę do ziemniaków EOS im nie pomoże:( Cena w USA to ok. $3. Jest również dostępny na Allegro.
Polecam osobom które nie mają problemów z pierzchnięciem ust a lubią je nawilżać.
Więc podsumowując w skali od 1-6 daję EOS 3,5. Jest to coś co można mieć, ale nie jest niezastąpione.
Kolejnym produktem kosmetycznym jest znany i bardzo zachwalany PAINT POT firmy MAC. Skusiłam się na niego z powodu ochów i achów wielu osób. Osłuchałam się tyle na jego temat, że musiałam go mieć.
No i co i jajo. Mój ma kolor RUBENESQUE jest to brzoskwinia połączona z łososiem przy użyciu drobinek złota:)) Paint pot ma służyć jako baza pod cień wzmacniająca kolor lub może 'robić' jako cień sam w sobie. Kolor jest obłędny w słoiczku na oczach hmmm...troszkę trzeba go położyć, żeby wyglądał tak jak w słoiczku:( Ja kładłam go na przypudrowaną powiekę i nie wiedzieć czemu po 3h zbierał mi się w załamaniach. Tak więc musiałam użyć paluszka wskazującego i go delikatnie rozetrzeć.
Konsystencja jest miła w użyciu, masłowa bardzo dobrze się rozprowadza na powiece. Napigmentowanie tak jak już wspomniałam jest duże( w słoiczku) ciut gorsze na powiece. PP jest w małym 5g szklanym słoiczku(słodziak) z czarną sławną nakrętką MAC.
Mój kolor położony na powiekę lekko ją rozświetla i ujednolica. Nie wiem kochani może lepiej sprawdzi się jako baza, ponieważ jako cień mnie póki co osobiście zawiódł MAC. Obawiam się że ta ochowo achowa firma to pic na wodę. Oczywiście mają kosmetyki grzechu warte ale ja PP do nich nie zaliczam.
Zrobiłam dla Was porównanie PP MAC z Made to Stay firmy Catrice(cień w kremie)jak dla mnie zero różnic.
No może za wyjątkiem tego, że nigdy cień z Catrice nie zwałkował mi się na powiece aaaa no i cena!!!! Catrice to ok. 15PLN a MAC to 80PLN.
Kochani wrócę jeszcze do tego PP. Zobaczę może coś się zmieni z czasem użytkowania a wydaje mi się, że starczy na długo:) Póki co daje mu 2,5:(
Tyle co do kosmetyków w dzisiejszym poscie hihi Przejdę teraz do tego co uwielbiam tak jak kosmetyki jak nie bardziej;) Torebki, buty i gadżety:) Na początku napisałam , że będą tylko dwie rzeczym, ale chyba dodam coś jeszcze hihi Muszę to jakoś wszystko rozłożyć co by Was nie zanudzić, chcę za to bardzo poznać Wasze opinie na temat rzeczy zakupionych. Bo jak co mam miesiąc na oddanie hihi
Zacznę od torebki, która bardzo ale to bardzo mi się podobała i długo koło niej chodziłam. Jest to worek firmy Fossil. Wykonany z materiału i obszyty skórą dookoła. Niesamowicie mi się podoba:) Noszę go na długim pasku a jak się spieszę to przekładam na krótki. Worek jest bardzo pojemny. W środku ma trzy kieszonki z czego jedna jest na zamek:) Fajnie się układa, nie spada z ramienia i nie odbija się od moich boczków hehe Kosztował $60 w Marshalls. Marshalls to sklep typu TKMAXX w Polsce. Na szczęście tutaj jest on znacznie tańszy niż u nas:))
Oto i moja zdobycz:
Worek ma z frontowej strony ma przywieszony metalowy klucz i metalowe serduszko (gadżet świadczący o firmie Fossil). Natomiast z tyłu jest małe wejście na kluczyk:)
Kolejna nabyta nie dawno rzecz to telefon:) Uwielbiam wszelki sprzęt elektroniczny. Jak już wiecie nabyłam jakieś 2tygodnie temu może więcej Apple IPad , którego ubóstwiam:) Postanowiłam też wymienić telefon bo z moim miałam drobne problemy z baterią. Skusiłam się na Samsung Galaxy S 4G. Bardzo mili i przystojni chłopcy u których go kupowałam zdjeli mi simlocka tak więc mogę używać go w Polsce:) Ma bardzo dobry aparat i dzięki 4G internet działa szybko. Tak więc w PL będę dodawała osty na bierząco ze sklepów i nie tylko.
Miałam już na tym zakończyć ale muszę Wam coś jeszcze napisać. Mianowicie UWIELBIAM przeceny w USA. Jakiś czas temu wybrałam się z kuzynką na zakupy z zamiarem zakupu butów i sukienki, ponieważ 16stego ide na urodziny znajomego:) Sukienkę kupiłam, ale nie mogłam zdecydować się co do butów. Bardzo, ale to bardzo podobały mi się buty Nine West. Szpilki, skórzane w kolorze ciemnego nude. Po założeniu na nogę oniemiałam. Nigdy nie miałam na stopach tak miękkich i wygodnych (wysokich) butów jak te. Miałam je wziąć ale cena z taxem wynosiła 98$. Hmm...szkoda mi na szpilki i się poddałam. Kilka dni szukałam zamiennika i nic. W końcu zdesperowana poprosiłam kuzynkę o ich zakup, ta nie miała czasu i nie kupiła:)
Wczoraj wybrałam się na zakupowe łowy. Weszłam do jednego z większych sklepów i co zobaczyłam. Moje NW buty tadaaa...stały tam przecenione z $89 na $ 65.99 bez zastanowienia chwyciłam je w ręce i pognałam do kasy. Przy płaceniu okazało się, że w tym dniu wszystko jest jeszcze tańsze przy kasie i ....kupiłam moje cudne buciki za $36 już z taxem. REWELACJA to są przeceny a nie tak jak w Polsce z 99.99PLN na 89.99PLN hihi Dzisiaj idę do tego samego sklepu po buciki firmy EMU bo też są na przecenie a już od dawna mnie kuszą:)
Oki kochani moi to by było na tyle jeśli chodzi o dzisiejszy post. Piszcie jak macie jakieś pytania. Komentujcie co myślicie o tym co ja napisałam. Kolejny wpis ukaże się w najbliższą niedzielę lub poniedziałek.
XOXO
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















