Tak wyglądają moje włosy na dzień dzisiejszy. Szkoda, że nie możecie pomiziać jakie mięciutkie hihi.
Moim zdaniem jest różnica i to widoczna gołym okiem. Oczywiście na zdjęciach tego nie widać, ale uwierzcie mi na słowo. Przypominam, że nie jest to 'tylko' Lush. W 90% jest to działanie nafty:)
Jakiś czas temu na jednym z blogów czytałam o szczotce do włosów TANGLE TEEZER. Szczotka ta została zaprojektowana i stworzona przez fryzjera- Shaun P., który zaobserwował, że kobiety czesząc włosy niszczą je. Matki czesząc dzieci sprawiają swoim pociechom ból. Zgłosił sie do konkursu w UK w którym chciał uzyskać przychylność jury i sponsoring produkcji szczotki. Niestety (dla nich) został on 'wyśmiany'. Nie załamał sie i zgłosił sie do drogerii Boots. Ta kupiła jego pomysł i tak na półkach sklepowych pojawiła sie szczotka--> TANGE TEEZER.
Szczotka ma za zadanie bezboleśnie rozczesywać włosy, masować skórę głowy, nadawać połysk oraz nie niszczyć struktury włosa. Opinia tamtej i nie tylko tamtej blogowiczki była zachwycająca. Każdy pokochał tą 'magiczną' szczotkę. Sama się na nią strasznie napaliłam, póki nie zobaczyłam jej ceny. Na Allegro 55PLN. Pomyślałam, że ktoś upadł na głowę, żeby płacić tyle kasy za byle plastik. Odpuściłam sobie. Aż tu jedna z moich kochanych czytelniczek (dziękuje Nestle:) ) z dobrego serca zaproponowała mi, że mi tak ową przyśle, bo wie, że mam fioła na punkcie włosów. No i w ten sposób kilka dni później Tangle Teezer leżał już u mnie w szafeczce:)
Pudełeczko hmmm...zwykłe plastikowe. Z tyłu opakowania wita nas pomysłodawca szczotki (dzień dobry).
W środku wściekle różowy kawałek plastiku z nierównymi ząbkami. Plastik miękki, ukształtowany idealnie do reki. No ciekawe, ciekawe. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego. Specjalnie na tą okazje umyłam włosy, wysuszyłam je suszarką(jak nigdy) i pozostawiłam splątane.
Wzięłam to różowe, małe cudeńko do reki i przejechałam po włosach. WOW...szczotka przeszła po nich jak po maśle. Nie poczułam żadnego pociągnięcia, nic. Włosy rozczesane i gładkie. Mam wrażenie, że się lekko wyprostowały.
Po kolejnym użyciu. Tym razem na mokrych włosach zrozumiałam, że ta pierdoła jest warta 55PLN. Tak jakby była stworzona do moich włosów. Te krótkie'ostrza' szczotki zagłębiają się w moją czuprynę i wyczesują ją tuż przy nasadzie. Te długie czeszą moje nawierzchnie włosy:)
Osobiście jestem tą szczotką zachwycona. Rewelacyjnie sprawdza się przy moich niesfornych włosach. Uważam też, że będzie idealna dla dzieci. Pamiętam jak mama czesząc mi włosy zawsze się denerwowała bo ja darłam się w niebiosa, że mnie to boli hehe.
Kochane jaz czystym sumieniem polecam tą szczotkę. Wiem, że są to spore sumy za kawałek plastiku, ale jak boicie się czesać mokre włosy bo łamią się, albo macie loczki to warto odłożyć na nią:)
Jakie są wasze opinie na temat tego angielskiego cudeńka? Może znacie tańszy zamiennik.
XOXO



